Metody pisarskie

Czym jest natchnienie?

MickiewiczCzy trzeba czekać na natchnienie, żeby zacząć pisać? Jeśli liczysz na chwilę olśnienia, w której nagle pojawi Ci się przed oczyma wizja całej powieści, to możesz się przeliczyć. Jest rzeczą wątpliwą, czy takie natchnienie w ogóle istnieje. Jednak momenty, w których rodzą się nowe pomysły istnieją, a nawet są przedmiotem zainteresowania psychologii twórczości. Czym więc jest natchnienie?

Natchnienie jako konwencja literacka

Trzeba wyraźnie odróżnić rzeczywiste natchnienie od natchnienia-konwencji literackiej. Na chwilę zatrzymamy się przy tym drugim zjawisku. Natchnienie w dziejach literatury doczekało się własnej mitologii. W starożytnej Grecji synonimami do słowa natchnienie była mania, szaleństwo, ekstaza. Rousseau w Wyznaniach opisuje objawy natchnienia: bicie serca, zaćmienie w oczach, zawroty głowy. Mickiewiczowski Konrad mdleje pod wpływem emocji, jakie wywołuje w nim Wielka Improwizacja.

To właśnie w romantyzmie, który silnie odcisnął piętno na polskiej literaturze, ukształtowała się sylwetka poety jako nieśmiertelnego i wszechmocnego Stwórcy. Trzeba jednak pamiętać, że była to jedynie konwencja literacka. Konwencją była także malarska wizja natchnienia nawiedzającego pisarzy wśród malowniczych i majestatycznych krajobrazów, jak choćby na słynnym obrazie Adam Mickiewicz na Judahu skale (na zdjęciu).

Wystarczy przejrzeć rękopisy romantycznych poematów, by przekonać się, że ci rzekomo wszechmocni twórcy wytrwali pracowali nad swoimi tekstami, pieczołowicie dobierali wyrazy i zapamiętale skreślali te partie tekstu, które wydawały im się nie dość dobre.

Natchnienie jako rzemiosło

Po czasach romantyzmu natchnienie zostało wyszydzone i zastąpione pisarskim rzemiosłem. Stendhal wyrzucał sobie, że stracił wiele czasu na „głupkowate wyczekiwanie natchnień”, a Flaubert grzmiał: „Natchnienie polega na tym, aby zasiadać do pracy o tej samej godzinie.”

Tymczasem prawda leży pośrodku. Nie można całkowicie zrównać natchnienia z pracą, bo przecież akt twórczy ma w sobie coś niezwykłego i magicznego. Z drugiej strony, natchnienie zwykle nie jest obezwładniającym, niezwykłym uczuciem, lecz raczej nagłym, krótkim impulsem. Pod wpływem natchnienia może pojawić się w naszym umyśle jakiś pomysł, rys charakteru postaci lub przebieg sceny.

Natchnienie w psychologii

Natchnienie, z pozoru tak ulotne i nienamacalne, jest przedmiotem zainteresowania psychologii twórczości. Momenty, w których rodzi się nowa idea, psycholodzy określają niezbyt poetycko brzmiącym słowem: wgląd. To chwila, w której nagle znajdujemy rozwiązanie problemu lub udaje nam się spojrzeć na niego w inny sposób. Wgląd wcale nie musi prowadzić do powstania utworu literackiego, kompozycji muzycznej czy obrazu. Może dotyczyć stosunkowo prostych problemów, pozwala nam np. zrozumieć dowcipy.

Wgląd często pojawia się nagle, co sugeruje, że natchnienie przychodzi znikąd, jakby pod wpływem działania sił nadprzyrodzonych. Zwykle jednak są to pozory. Skąd więc pochodzą te, jakby to powiedział Friedrich Schiller, „niespodzianki duszy”? Psychologia twórczości tłumaczy nagłość pojawiania się twórczych pomysłów na dwa sposoby, a są to teoria inkubacji i teoria rewizjonistyczna.

Teoria inkubacji

Zwolennicy teorii inkubacji twierdzą, iż twórcza idea powstaje w nieświadomości. Przebija się ona jak gdyby do świadomości po długim okresie inkubacji, czyli myślenia nieświadomego, nic więc dziwnego, że zaskakuje nas, kiedy pojawia się od razu w gotowej postaci. Nagle wychodzi na jaw mroczna i tajemnica praca naszych myśli, która z punktu widzenia świadomego umysłu jest najzupełniej przypadkowa. Tę koncepcję trudno jednak naukowo udowodnić.

Teoria rewizjonistyczna

Zwolennicy teorii rewizjonistycznej uważają natomiast, że doświadczenie nagłości wynika z czegoś wręcz przeciwnego, a więc: długotrwałej pracy nad danym problemem. Do twórczego pomysłu dochodzimy metodą prób i błędów i kiedy w końcu jedna z takich prób nas zadowoli, możemy mieć wrażenia, że pojawiła się nagle. To mylne odczucie wynika stąd, że wielokrotnie przerywaliśmy pracę nad problemem i podejmowaliśmy ją na nowo.

Psychologowie podkreślają, iż duży wpływ na powstanie twórczego pomysłu mają przerwy w pracy, które są okazją do odpoczynku oraz szukania inspiracji. Ponadto, dzięki przerwom można pozbyć się błędnych nawyków w myśleniu i spojrzeć na problem w sposób świeży.

Długo przed powstaniem koncepcji rewizjonistycznej, jej ogólny sens obrazowo przedstawił Goethe, pisząc: „My tylko układamy stos drzewa i staramy się, żeby było ono suche, a gdy przyjdzie pora, stos sam się zapala – ku naszemu zdumieniu.”

Natchnienie a szczęście

Choć poeci romantyczni z pewnością wyolbrzymiali emocje towarzyszące natchnieniu, to jednak uczeni wskazują, iż wraz z twórczym pomysłem pojawia się uczucie radości, zachwytu, a nawet euforii. Natchnienie daje więc szczęście, na które jednak trzeba sobie zasłużyć. „Niespodzianki duszy” pojawiają się nie przypadkowo, zwykle są poprzedzone dłuższą pracą umysłową.

Źródła: E. Nęcka, Psychologia twórczości, Gdańsk 2001,
J. Parandowski, Alchemia słowa, Warszawa 1965

Powiązane wpisy:

Jak przeobrazić inspirację w pomysł na powieść?

Twórcze myślenie w zielonym kapeluszu

Cechy charakteru pisarza

Jak pokonać pisarską blokadę?

Pisanie automatyczne

Mapa myśli w warsztacie pisarza

Jak stworzyć tezę pracy dyplomowej?

Reklamy

4 komentarze do “Czym jest natchnienie?

  1. Cóż, ja jednak jestem wyjątkiem i w tej materii skłaniam się ku platońskiej koncepcji forium poeticum. Zwłaszcza, iż sam doświadczyłem działania tego rodzaju odmiennych stanów świadomości i jako poeta z nich głownie czerpię. Wydaje mi się, że łatwo jest negować istnienie natchnienia osobom, które go nigdy nie doświadczyły. Niemniej esencją sztuki jest dla mnie zawsze dążenie ku duchowości, owo „wznoszenie ducha w zachwyceniu” o którym pisał Hegel. I nie dzieje się to bynajmniej jedynie w przypadku odbiorcy – lecz i twórca musi mieć połączenie z poziomem „boskim” aby stworzyć dzieło, które wywoła ów duchowy zachwyt.
    Gdybym miał opisać, czym jest natchnienie, określiłbym je jako stan w pełni transpersonalny, tożsamy z ekstazą misteriów greckich: ego i świadomość ego znikają. Twórca staje się częścią czegoś większego, co działa poprzez niego. Jak sądzę sama teoria inkubacji nie przeczy temu, iż możliwy jest w tym stanie kontakt z poziomem archetypowym. Zresztą jeśli odniesiemy się do zwolenników Junga to podświadomość uważana jest za miejsce, z którego owe archetypy wyłaniają się. Choć ja osobiście preferuję tutaj sposób widzenia Grofa zakładający istnienie stanów duchowej aktywności, które nie są kontrolowane ani nawet postrzegane w pełni przez umysł.
    Zmiana świadomości, odmienny jej stan, jest kluczem do tego by zrozumieć czym jest natchnienie. I owszem, dzieło wtedy stworzone zwykle nie wymaga żadnych poprawek lub jedynie niewielkich. Ale to są manifestacje geniuszu.
    Natomiast w większości przypadków praca twórcza jest po prostu ciężką pracą nad formą, nad własnymi zdolnościami. Natchnienie nie jest bowiem czymś co można wywołać sztucznie, ono spada niespodziewanie na wybranych. I próby wywołania tego stanu nie mają sensu tak jak i próby wejścia w niego, gdy się nie jest na to gotowym. To się po prostu niektórym zdarza, albo i nie. A nawet jeśli się zdarza, to zwykle jest zbyt nieprzewidywalne by opierać na tym całość swojej twórczości.

    • To fascynujące. Czy jednak istotnie pod wpływem tego niezwykłego stanu można napisać cały utwór, nie wymagający poprawek? Znani pisarze często próbowali przedstawić się jako geniuszy piszących w twórczym szale, a późniejsze wnikliwe biografie wykazywały, że np. palili oni swoje pokreślone rękopisy i przepisywali je, by sprawiały wrażenie nienaruszonych żadnymi poprawkami. O wielu takich przypadkach pisze Jan Parandowski w Alchemii słowa.

      • Jestem przekonany o tym, że to się zdarza. Mi samemu zdarzyło się kilka razy, bez „kreowania się” na wielkiego geniusza. 😉 Więc sądzę, że innym także musiało – na pewno nie jestem pierwszy w historii.
        Proces ten przypomina spisywanie czegoś, co jest dyktowane. Samemu nie ma się wtedy kontroli nad dziełem, ono niejako „piszę się samo”. Dlatego wiersze, które napisałem w ten sposób nie miały nawet jednego skreślenia czy poprawki. Choć są zwykle na tyle dziwne, że samemu mi sprawiają problem w interpretacji (np. „Zęby w ciemności”).
        Sądzę jednak, że wiele osób, które zaznało tego stanu, pragnęło później wywodzić z niego cały swój dorobek. Tak się jednak nie da. Niektórych kusi wszakże opcja kreowania się – na pewno wygodniej im spalić rękopis i udać, że natchnienie jest dostępne cały czas – niż przyznać, że zdarzyło się zaledwie kilka razy w życiu. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s